Opowiadania konkursowe - Walentynki/Biały Dzień.

Opowiadania konkursowe - Walentynki/Biały Dzień.

Postprzez Dess » 1 mar 2015, 00:27

W tym temacie zamieszczam prace konkursowe, które nadesłaliście do nas na maila. Dzięki temu każdy zainteresowany użytkownik naszego portalu będzie mógł spokojnie poznać Waszą twórczość.
Zacznijmy od opowiadania naszego zwyciężcy (albo raczej zwyciężczyni):

Nieziemskie walentynki

Płacz i śmiech mieszają się ze sobą w tej nieskazitelnie białej poczekalni. Od jak dawna słucham tych dźwięków? Od jak dawna tu jestem? Nie mam siły, muszę stąd uciec. Muszę go znaleźć. Podrywam się z krzesła. Tyle tu nieznanych twarzy, tak wielu ludzi. Na co oni czekają, na co czekałam ja? Zaczynam biec mimo tego, że nogi nie chcą mnie słuchać. Całe ciało wydaje się zbyt lekkie jakby nie miało w sobie mięśni. Nie czuję bicia serca, nie oddycham...Chcę od tego uciec. To okropne!
- Zatrzymaj się!
Te dwa słowa sprawiają, że już nie biegnę. Związały mnie niczym niewidzialna lina.
- Za dużo myśli na raz, oczyść umysł.
Ciepła barwa głosu unosi się w powietrzu, ale nie dostrzegam jej właściciela.
- Kim jesteś, gdzie ja jestem, gdzie jest...
Teraz go widzę. Jego postać wyłania się z bieli. Długie jasne włosy, wysoka sylwetka odziana w czarny garnitur. Wygląda jak człowiek a mimo to jestem pewna, że nim nie jest.
- Pokażę ci.
Wyciąga dłoń w moją stronę. Znów czuje się wolna więc bez zastanowienia chwytam jego palce. Dopiero teraz dostrzegam kolor swojej skóry a właściwie jego brak. Moja ręka jest przezroczysta a w jej wnętrzu wije się tysiące malutkich srebrzystych nici. Skrzą się coraz jaśniej i jaśniej, nie dostrzegam już niczego wśród tego blasku. Wiem, że nadal trzymam dłoń nieznajomego i że jestem uwięziona w białej poczekalni mimo to jakaś cząstka mnie odrywa się i spada w dół...
Widzę ciemnowłosą dziewczynę, która ściska w dłoniach różowe pudełeczko. Stoi sama obok ławki w prawie pustym parku. Śnieg wiruje spokojnie wokół jej zdenerwowanego ciała. To zaskakujące, że odczuwam je też ja. Lampy oświetlają parkową alejkę, na której pojawia się para zakochanych. Chłopak obejmuję szczęśliwą dziewczynę, która trzyma w ręce różę. Ich śmiech unosi się w powietrzu a ja obserwuje jak maleńkie płatki śniegu spadają na krwistoczerwony kwiat, topią się, znikają. Teraz już rozumiem. To walentynkowy wieczór.
Para znika wśród drzew a ciemnowłosa nadal na kogoś czeka. Wściekłość i frustracja uderzają we mnie, gdy patrzę na jej smutną twarz. Pojedyncza łza spływa po zaczerwienionym policzku gdy wyciąga z kieszeni komórkę. Spogląda na wyświetlacz a ja nie mogę pozbyć się wrażenia, że bardzo dobrze znam te przepełnione rozczarowaniem oczy. Również przyglądam się zdjęciu. To on! To jego szukam! Na pewno. Rude włosy, zielone oczy. Ten promienny uśmiech to... Czekoladki lądują na ziemi, rozsypują się. Dziewczyny już tam nie ma. Teraz biegnie przed siebie z zapłakaną twarzą a ja podążam za nią niczym jej niewidzialny cień.
Upada na kolana, torebka zsuwa się z ramienia a z jej wnętrza wypadają drobne rzeczy. Narastające zimno i niepokój to jedyne co mnie tera otacza. Przeraźliwy odgłos pękającego lodu roznosi się po parku. Nie chcę już patrzeć. Wiem co się wydarzy. To duże jezioro na, którego zamarzniętą taflę wbiegła nieumyślnie pochłonie jej ciało. Wiem to doskonale bo to ja nią jestem. To mój koniec...
Znajomy głos unosi się wokół mnie. Srebrzysty blask blaknie a ja znów jestem kompletna w nieskazitelnie białej poczekalni, na samym końcu kolejki prowadzącej do życia po śmierci.
- Jesteś aniołem? – pytam wpatrując się w poważną twarz mojego towarzysza – Wyglądasz jak jakiś urzędnik. Nie tak sobie was wyobrażamy.
- Wy ludzie macie naprawdę bujną wyobraźnie – uśmiecha się i puszcza moją dłoń a właściwie dziwną przeźroczystą powłokę która służy mi teraz za ciało.
Jego postać nagle migocze jasnym światłem i z każdą chwilą robi się coraz jaśniejsza.
- Poczekaj! Nie znikaj! Czy na końcu kolejki znajdę wybawienie? Ile mam czekać?
Dlaczego...
- Za dużo myśli, za dużo pytań. Jeszcze nie jest za późno na to byś mogła usłyszeć...Słuchaj.
Już go nie ma. Ta dziwna przestrzeń wchłonęła go całkowicie. Płacz i śmiech. Śmiech i płacz. Biała nieskończenie długa poczekalnia. Kolejka do życia po życiu a ja na jej końcu. Bezcielesna z jedynym wspomnieniem mojego doczesnego końca.
Dlaczego akurat w walentynki? Czy to ma teraz jakieś znaczenie? Przecież i tak zostałam odrzucona. Przez tego o którym dalej myślę, którego nadal kocham...którego głos nada jest we mnie.
„Oddychaj! Laura... Oddychaj!!
Jego zrozpaczone wołanie jest tu ze mną.
„Słyszysz mnie?! Musisz... Boże proszę ona musi mnie usłyszeć...”
Tak słyszę, wołaj mnie głośniej. Chcę słyszeć twój głos. On mnie prowadzi.
„Wracaj do mnie, wracaj!!”
Już biegnę, zostawiam za sobą poczekalnie, oddalam się od płaczu, od śmiech. Nie słyszę już nic prócz twojego wołania. Biel także zostawiam za sobą. Teraz pochłania mnie czerń i po raz kolejny czuję, że spadam.
- Laura otwórz oczy. Kochanie...
Zachrypnięty głos Konrada dociera do mojej ociężałej głowy. Wszystko mnie boli w szczególności klatka piersiowa i jeszcze nigdy nie było mi tak strasznie zimno. Nie mogę wydobyć z siebie głosu kiedy w oddali słyszę dźwięki nadjeżdżającej karetki, ale to nic. To nie ważne.
- Zaraz się tobą zajmą zaraz się zajmą.
Rude włosy ociekają wodą. Chcę się uśmiechnąć, ale nie daje rady.
- To zdecydowanie najgorsze walentynki w moim życiu – mamrocze tuląc mnie do siebie mocno.
Zazwyczaj zawsze jesteśmy zgodni lecz teraz nie mogę przyznać mu racji ponieważ moje serce zdecydowanie bije dziś w rytm miłości. To dowód na to, że te walentynki zostaną niezapomniane.

Dess
Helper
 
Posty: 618
Dołączył(a): 29 lip 2013, 20:36

Re: Opowiadania konkursowe - Walentynki/Biały Dzień.

Postprzez Dess » 1 mar 2015, 00:33

Drugie miejsce - Seeker.

Krótka „Walentynkowa” historia
Kanjō – czytaj: Kandzioo | Jinsei – czytaj: Dżinesee | Shitto – czytaj: Szitto

Jinsei chodził podniecony po całym domu nie wiedząc za co się brać. Zacząć sprzątać mieszkanie? Może najpierw przygotować jedzenie? A może uprasować ubranie? Nie był pewien, czy którąkolwiek z tych czynności będzie w stanie wykonać, zważywszy na to, co miało się dziś wydarzyć. Szczerze wierzył, że to jest dzień, w którym zrobi kolejny krok naprzód. Mieszkanie, które wynajmował nie było zbyt duże, więc mógł swobodnie okrążać je raz po raz myśląc o rozwiązaniu.
– Świece! - Krzyknął w emocjach, po czym zrobił krótką pauzę i pomachał głową. – Nie… To zbyt Banalne… - Niepokój przeradzał się powoli w strach, w tym momencie najlepszym rozwiązaniem wydawało się zasięgnięcie kobiecej rady. Nie minęło kilka chwil jak rozbrzmiał dźwięk telefonu.
– Halo? Kanjō?
– Cześć… - W jej głosie dało się słyszeć nutkę zaniepokojenia. Chłopak nie wiedział jak na to zareagować, więc zwyczajnie kontynuował rozpoczętą rozmowę.
– Chciałem cie zapytać jak powinienem się zabrać do… Bo widzisz chciałem zaprosić...
– Wpadniesz do mnie? - Wtrąciła – Chcę z tobą porozmawiać, ale nie przez telefon. – Wydawała się brzmieć poważnie, więc nie zamierzał jej odmawiać, w końcu przyjaźnią się od czasu jego przyjazdu.
– No mogę na chwilę wpaść. Zaraz będę. – Jinsei zastanawiał się, czy zdąży ze wszystkim. Wszystko wskazywało na to, że ma trochę czasu na wizytę. Przecież dopiero wstał.
Dźwięk dzwonka do drzwi wyraźnie było słychać nawet na zewnątrz. Dziewczyna krzyknęła, że zaraz otworzy, więc niech chwilę poczeka. Chłopak przyzwoicie ubrał się zanim poszedł do niej. Mieszkała niedaleko, dziesięć minut drogi piechotą, więc nawet nie odpalał samochodu. W drodze naszła go myśl, że prawdopodobnie nawet nie mówił Kanjō, że ma dziewczynę. Odkąd przyjechał tu na studia minęło blisko półtora roku. Shitto poznał na drugim roku i od słowa do słowa, od dnia do dnia tak wyszło, że zaczęli ze sobą chodzić. Ich relacja nie była jakaś specjalnie świetna, gdyż widywali się tylko parę razy w tygodniu. Dlatego Jinsei planował w te walentynki umocnić ich więź, szczególnie, że skończył się jego napięty okres na uczelni i znajdzie dla niej więcej czasu. Drzwi niespodziewanie się otworzyły, chłopak tak się zamyślił, że niemal zapomniał gdzie jest. Jego oczom ukazała się piękniejsza niż zwykle średniego wzrostu czarnowłosa Kanjō. Zwykle miała okulary, tym razem ich nie było, więc pewnie założyła soczewki. Jej ubiór wskazywał na to, że czekała na niezwykle ważną dla niej osobę. Chłopak nie potrafił wydusić z siebie pojedynczego słowa. Wydało mu się to naturalną reakcją, że jego serce przyspieszyło, rzadko się widzi tak piękną kobietę, szczególnie, gdy zwykle wydawała mu się zwyczajna. Magia makijażu i ubrań, pomyślał. Dziewczyna widząc jego reakcję zarumieniła się i speszyła. Wyglądało to, jakby zamierzała go zaprosić do środka ale, gdy go ujrzała, zabrakło jej odwagi.
– Haha-ha… Cześć Kanjō… - Próbował przerwać niezręczną ciszę. Jego słowa były dla niej niczym kubek zimnej wody wylany na twarz.
– Po prostu wejdź. – Powiedziała jak, gdyby obrażona. Gestem wskazała mu gdzie ma się skierować. Chłopak bez oporów wszedł do jej mieszkania, bywał tu wiele razy. Zazwyczaj, gdy pomagał jej w matematyce lub, gdy ona jemu z angielskim. Teraz jak się nad tym zastanawiał, to cała ta przyjaźń opierała się na wzajemnej pomocy w nauce. Przecież nigdy razem nie wyszli czegoś zjeść. Widywali się często na uczelni, więc nawet nie czuł potrzeby zbyt częstego kontaktu z nią.
– Proszę, usiądź. – Wskazała na sofę, obok stolika do kawy, gdzie już czekała na niego herbata.
Wydało się Jinsei’owi, że Kanjō jest dzisiaj jakaś inna. Na pewno coś się stało, skoro go tu zaprosiła. Cały czas sprawiała wrażenie zaniepokojonej, chłopak powoli tracił cierpliwość.
– No więc co się stało? – Spytał spokojnie, bacznie obserwując gospodarza. Odpowiedź nie padła od razu, dziewczyna uśmiechnęła się, po czym szybko posmutniała i odwróciła wzrok.
– Dlaczego od razu co się stało… Nie mogę cie tu tak po prostu zaprosić? – Powiedziała oskarżycielskim tonem, w sposób, który jasno mówił, że ma wątpliwości.
– Zachowujesz się dziś jakoś dziwnie… Inaczej… Martwię się. Nigdy taka nie byłaś, więc wydaje mi się, że coś się stało. Mylę się? – Jinsei zaczynał wątpić, że to był dobry pomysł przychodzić tu w taki dzień.
– Zaprosiłaś kogoś na walentynki? I… I chciałaś mojej rady? – Zapytał niepewnie, czując, że jest to naiwne pytanie. Zaczynał domyślać się, co było celem, lecz nie chciał tego zaakceptować. Dziewczyna spojrzała na niego piorunującym wzrokiem, po czym lekko pomachała głową dając mu do zrozumienia, że przyjął błędne założenia. Chłopak wziął filiżankę do ręki, po czym jednym haustem wypił całą jej zawartość, następnie szybko odłożył filiżankę. Był to nieprzemyślany, głupi ruch. Błyskawicznie odczuł konsekwencje. Złapał się za gardło i wydał z siebie lekki jęk. Herbata była tak gorąca, że poparzyła zarówno jamę ustna jak i przełyk. Dziewczyna wystraszona błyskawicznie podeszła do niego i usiadła obok łapiąc go za głowę. Uważnie przyjrzała mu się otwierając mu buzię. Na jej twarzy zagościł lekki uśmiech. Gdy już upewniła się, że nic poważnego się nie stało, odetchnęła z ulgą i zaśmiała się. Chłopak był w takim szoku, że w pierwszej chwili nie zareagował.
– Co cie tak bawi? – Spytał, ale szybko zrezygnował z rozpoczynania kłótni. W istocie była to jego wina. Nie było sensu teraz obwiniać ją, za to, że go nie ostrzegła, przecież mógł sprawdzić.
– Ty głuptasie… - Powiedziała to lekko roześmianym delikatnym głosem. Chłopak poczuł, jak przechodzi go dreszcz, znów serce mocniej mu zabiło. – Nie wiesz, że najpierw trzeba ostudzić herbatę? Poza tym co to za pomysł, by naraz całą wypijać… - Wstyd ogarnął Jinsei’a, zakłopotany cofnął się i odwrócił wzrok. Ona widząc to, wykorzystała jego chwilę nieuwagi i niczym polująca kotka powoli zbliżyła się do niego, czekała na odpowiedni moment, by zaatakować. Chłopak widząc to chciał jeszcze dalej się wycofać, ale był to już skraj sofy. Wiedział, że jeśli czegoś nie zrobi, to źle to się skończy. Serce biło obojgu jak szalone, jedyną deską ratunku wydawało się teraz powiedzieć jej o Shitto. Chłopak złapał ją za rękę i zaczął mówić.
– Kanjō… Posłuchaj mnie, ja naprawdę… Doceniam to wszystko… - Niespodziewany pocałunek przerwał chłopakowi, wytrącając go z myśli. Słodycz jej ust zdawała się być teraz jedyną właściwą rzeczą we wszechświecie. Wszystko inne przestało się liczyć. Teraz już właściwie oboje leżeli, dziewczyna nie przestawała a Jinsei nie miał siły i ochoty zabraniać jej. Miękkość jej warg była dla niego ogromnym zaskoczeniem. Nigdy wcześniej nie widział jej w takim świetle, nawet się nie zastanawiał, jakby to było. Zrobiło mu się niespodziewanie gorąco, ale nie chciał psuć nastroju, więc dał się jej prowadzić. Niespodziewanie dziewczyna cofnęła się i usiadła w milczeniu. Łzy zaczęły spływać jej małym strumykiem po policzkach. Nagła zmiana nastroju zaskoczyła go równie mocno, jak sam pocałunek. Chłopak powoli podniósł się i chciał ją spytać co się stało, ale nie zdążył, gdyż ona złapała go błyskawicznie w uścisk i zaczęła głośno łkać. Nie wiedział o co chodzi, ale powoli zaczynał podejrzewać, że był tylko narzędziem. Że został przez nią wykorzystany. Do tego świadomość, że pocałował inną runęła na niego jak grom z jasnego nieba. Czuł się jak zdrajca, tym bardziej, że wcale nie żałował. Wiedział, że powinien ale było wręcz przeciwnie, był szczęśliwy, że to zrobiła. Szczęśliwy, że wykonała ruch. Z zamyślenia wyrwała go jej reakcja.
– Dlaczego nic nie mówisz? Dlaczego się nie opierałeś? Przecież masz dziewczynę. Jesteś ohydny, brzydzę się tobą. Nie pomyślałeś o tej biednej dziewczynie? Nic mi nie powiedziałeś… Nic a przecież się znamy chyba na tyle długo, żebyś mi mówił takie rzeczy?! Nienawidzisz mnie czy jak? – Pochlipywanie i siła uścisku narastały. – Powiedz coś bydlaku… Nie liczysz się z moimi uczuciami. Perfidnie wykorzystujesz, to że cie kocham… - Po tych słowach Jinsei poczuł, że po jego policzkach również spłynęły łzy. Delikatnie złapał ją za ramiona i powoli odsunął ją od siebie. Widząc jego twarz zmieszała się. – Ze mną się całujesz, ale i tak pójdziesz do niej? - Chłopak chciał powiedzieć, że przeprasza, że chciałby naprawić swój błąd, że coś wymyśli… Ale zamiast tego wyrzekł. – Ja… Ja ciebie też. – Zapadła niezręczna cisza. Chłopak lekko oprzytomniał. Wstał i skierował się ku drzwiom, chciał to na spokojnie przemyśleć. Miał już wyjść, ale zatrzymało go szarpnięcie koszuli. Lekko zirytowany odwrócił się, Kanjō stała tam z jeszcze bardziej zdesperowanym wyrazem twarzy niż przedtem. Jej makijaż z pod oczu totalnie się rozmazał. Ona spojrzała na niego ufnie, przetarła nos i poprosiła.
– Zostań… - Po chwili przerwy nabrała powietrza i dokończyła. – Mam w lodówce ciasto i szampana… - zaśmiała się lekko jak gdyby chciała rozładować emocje. – Poza tym… Jeśli tego nie zrobisz. Jeśli sobie pójdziesz, to nigdy ci nie wybaczę. – Gdy skończyła mówić, pocałowała go w policzek i stwierdziła. – Jeśli chcesz więcej… - Wściekłość chłopaka wzięła górę. Jego spojrzenie mówiło, że chcę ją zabić. Chciał krzyknąć, lecz po prostu agresywnie złapał ją za ręce, gwałtownie przyciągnął do siebie i niemal gryząc całował ją. Ona początkowo czując ból chciała się wyrwać z uścisku, lecz dosyć szybko skapitulowała i poddała się mu. Chłopak widząc, że sprawia jej ból uspokoił się. Przestał gryźć a zamiast tego starał się najczulej i najdelikatniej ja dotykać, jak gdyby miał do czynienia z czymś, co od samego dotyku może się rozpaść. Nawet nie zorientował się kiedy trafili do jej sypialni, leżąc i ciesząc się sobą wzajemnie. Był zbyt podniecony, więc nie potrafił się powstrzymać. Chciał ją rozebrać. Gdy jego ręka spoczęła na jej guziku, ona jak gdyby porażona cofnęła się i wyciągnęła rękę w geście mówiącym stop. Jinsei nie był zaskoczony.
– Przepraszam, zapędziłem się. – Ona tylko pokiwała głową. – To co powiedziałam… Chciałam tylko, żebyś został. Na to jeszcze nie jestem gotowa. – Chłopak przytaknął i jeszcze raz przeprosił. Było mu strasznie głupio, że zachował się tak nieodpowiedzialnie. Że nie potrafił się powstrzymać. Dziewczyna również zdawała się czuć winna, zbliżyła się do niego i szepnęła mu na ucho.
– Jeśli rzucisz ją, zaczniesz ze mną chodzić i będziesz cierpliwy, to zapewniam, że nie pożałujesz. Chcę, żeby to było na serio. Nie szukam przygody. – Gdy to powiedziała wyszła z sypialni kierując się do kuchni. – Choć, zjedzmy ciasto! –Zawołała na odchodne. Chłopak starał się wszystko poukładać w głowie. Dlaczego to wszystko stało się tak nagle? Wcześniej nigdy nie dopatrzył się u niej żadnych uczuć względem niego. A co jeśli… A co jeśli to wszystko… Jej plan… Kiedyś wspominała, że w przyszłości zemści się na nim, za tamto… Jinsei spojrzał na okno w sypialni i po cichu, powolutku je otworzył, wymykając się niepostrzeżenie. Nie zamierzał być częścią jakiejś walentynkowej intrygi. Przez to wszystko będzie musiał zerwać z Shitto, nie mógłby z nią chodzić mając świadomość swoich czynów.

Dess
Helper
 
Posty: 618
Dołączył(a): 29 lip 2013, 20:36

Re: Opowiadania konkursowe - Walentynki/Biały Dzień.

Postprzez Dess » 1 mar 2015, 00:34

Praca numer 3 - dorik77.

22.02.2015 Tokio

Ludzkiego przeznaczenia nic nie zmieni. Ścieżka, którą każdy z nas musi przejść jest już z góry ustalona. Chociaż można iść wolniej, można z niej zboczyć, konsekwentnie prowadzi do celu. Opowiem wam co zrobiłem, mając nadzieję, że zrozumiecie motywy, które mną kierowały. Naprawdę, nie planowałem nic takiego. Nigdy nie sądziłem, że będą wytykać mnie palcem i krzyczeć ,,morderca”. Nim właśnie jestem. Zabiłem drugiego człowieka. Gorzej. Zabiłem kobietę. Myślicie, że to koniec? Nie. Zabiłem kobietę, którą kochałem. Celowo. Dlaczego? Wtedy wiedziałem. Szepty w mojej głowie mówiły mi, że zrobiłem dobrze. Że ona sama tego chciała. Że to ona mnie zmusiła. Teraz, gdy siedzę zamknięty w więziennej celi i oczekuje na wyrok śmierci, teraz, gdy mam dużo czasu na myślenie, wspominanie i analizowanie, nie wiem nic.


3.04.2013 Tokio


Siedziałem w szkolnej ławce, razem z moim kolegą, rozmawialiśmy o głupotach jak przystało na 16 letnich nastolatków. Czekaliśmy na nauczyciela, był to pierwszy dzień nowego roku szkolnego. Słonko świeciło, w klasie panował ożywiony gwar rozmów, słychać było głośne śmiechy. Nic nie zapowiadało, że ten dzień odmieni moje życie. Siedziałem w drugiej ławce w środkowym rzędzie. Nie zwracałem uwagi na to co dzieje się w wejściu. Byłem zajęty rozmowami. Jednak, coś sprawiło, że się odwróciłem. Nie wiem jak to nazwać. Odwróciłem się i wtedy po raz pierwszy ją zobaczyłem. Jej uroda przekraczała wszelkie ludzkie limity, była aniołem, który zstąpił z nieba, jej zapach kojarzył mi się z wiosną na kwiecistej łące. Taki krajobraz zawsze mnie uspokajał. Mój kolega także ją zobaczył, przez jego głupotę (wtedy myślałem, że to głupota, dziś sądzę, że to przeznaczenie) zabrał mi długopis i rzucił dla zwały w jej stronę, ale nie celując w nią. Chyba. Właśnie dlatego wstałem i poszedłem w tamtą stronę. Złapała mój długopis w locie (jaki ona ma refleks), podała mi go z uśmiechem i powiedziała. – Pilnuj bardziej swoich rzeczy.
Ja zarumieniłem się, że taka piękna dziewczyna odezwała się do mnie i wróciłem do kolegów. Wtedy jeszcze nie myślałem o przyszłości z nią.

Maj 2013 – Styczeń 2015 Tokyo

Przez pierwszy miesiąc skupiałem się głównie na nauce. Nie interesowało mnie nabywanie nowych znajomości, wiedziałem, że jako uczeń moim głównym obowiązkiem jest się uczyć. Jestem bardzo dobrym uczniem, mam najlepsze oceny w klasie. Miałem. Okazało się, że Akemi (piękna uczennica o której już wspominałem) uczy się jeszcze lepiej ode mnie. Spodobała mi się taka forma rywalizacji, chciałem więc być lepszy od niej. Ona jednak nie uważała mnie za rywala. Była pogodną, miłą, otwartą dziewczyną. Często ze mną rozmawiała, z początku głównie o szkole, ale po pewnym czasie zaczęliśmy się spotykać także popołudniami. Można było z nią o wszystkim pogadać. Wszystko ją cieszyło. Nawet, gdy opowiedziałem jej historię jak w wieku 5 lat pogryzł mnie pies i od tego czasu bardzo boje się psów (nie wspomniałem o tym nikomu, bo bardzo się tego wstydzę) ona nie śmiała się ze mnie, lepiej, kupiła mi małego kundelka, po to abym przyzwyczaił się do psów. Szybko się z nią zaprzyjaźniłem. Nie wiem dokładnie w którym momencie dotarło do mnie, że się w niej zakochałem. Miała takie same zainteresowania jak ja (manga, anime), czytała te same książki, oglądała te same filmy. Sądziłem, że ja także jestem dla niej ważny. Byłem taki głupi.

14.02.2015 Tokio

W Dzień Zakochanych tradycyjnie spotkałem się z Akemi. Byliśmy już w tym czasie parą. Jak przystało na dziewczynę, podarowała mi w prezencie własnoręcznie zrobione czekoladki.
- Masz zjeść je wszystkie, jesteś takim chuderlakiem, wmawiasz sobie, że jesteś gruby, a przecież wszyscy ci mówimy, że nie. Ale dobrze, chcesz być gruby, więc je zjedz. Doprawiłam je dla ciebie specjalnym składnikiem.
- Uczuciem? – zapytałem.
- Głuptas. – zaśmiała się. – To co na dziś planujesz?
- Idziemy do kina na Hobbita.
- E tam, przeładowane efektami specjalnymi. Walentynki są, chodźmy na jakiś romans. Na 50 Twarzy Greya.
Zaśmiałem się, bo wiedziałem, że na pewno żartowała.
Miłą atmosferę przerwał dzwonek do drzwi. Ponieważ byliśmy u mnie w domu, poszedłem otworzyć. Z obecnej perspektywy czasowej wiem, że lepiej bym zrobił, nie otwierając. Wtedy, żadne z późniejszych wydarzeń nigdy nie miałyby miejsca. Gdyby tylko ludzie mogli przepowiadać przyszłość…
Za drzwiami stała Makoto, przyjaciółka Akemi, odkąd stałem się jej chłopakiem, poznałem kilka jej przyjaciółek, także Makoto. Ale nie polubiłem jej. Była rozpuszczoną, wyniosłą dziewuszką, plotkarą, intrygantką. Całkowitym przeciwieństwem Akemi. Do dziś nie wiem jak one mogły ze sobą wytrzymać.
- Kto przyszedł? – krzyknęła Akemi z głębi domu.
- Makoto. – odpowiedziałem, jednocześnie przechodząc na bok i wpuszczając ją do domu.
- Trzymaj. – powiedziała wręczając mi paczuszkę z czekoladkami. Zdziwiłem się, że mi je dała, sądziłem, że ona także mnie nie lubi.
- Dzięki. – wyjąkałem zaskoczony.
- Jakie plany na dzisiejszy dzień? Restauracja, kino, łyżwy, dyskoteka? Mayu urządza świetną imprezę, idziecie?
- Nie, idziemy do kina. – odpowiedziała Akemi.
- Z nim idziesz? – zapytała Makoto wskazując na mnie.
- A z kim innym?
- Przecież wczoraj powiedziałaś Katashiemu, że pójdziesz z nim.
Katashiemu?
- Nie widziałam się z nim wczoraj. – odpowiedziała Akemi. Drżały jej dłonie.
- Co? Jak się nie widziałaś? Przecież byłaś z nim w parku. Trzymaliście się za ręce. Szłam za wami, bo byłam ciekawa i usłyszałam jak uzgadnialiście dzisiaj kino.
- Zaraz, zaraz. Nic nie rozumiem.
Trochę przesadzałem. Wiem co mówiła Makoto, ale znaczenie jej słów nie chciało do mnie dotrzeć. Nie chciałem uznać tych słów za prawdę. Wypierałem je i maskowałem głupotą.
- To nieprawda! Masanori, uwierz mi!
Dlaczego ona tak zaprzecza? Dlaczego krzyczy? Przecież nie widziała się z nim. Powinna mówić normalnie. Czyżby…?
- A no tak. Nic mu jeszcze nie powiedziałaś. Masanori…
Ona powie to na głos. Ta jej cholerna cecha nakazująca mówić prawdę sprawia, że zadaje ludziom ból. Sama o tym nie wiedząc.
- Masanori. Akemi zdradza cię z Katashim. Widziałam ich wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu. Nie wiem od jak dawna się to ciągnie. Przypuszczam, że od dawna, ponieważ widziałam u Akemi nowe bransoletki, na pewno nie od ciebie, bo ty jesteś biedakiem. Dostała je od Katashiego. Patrz, mam w telefonie zdjęcia z ich randek.
Mimo, że z zewnątrz wyglądałem na całkiem spokojnego, wewnątrz cały się gotowałem. Makoto wyjęła telefon. Akemi złapała ją za dłoń i wyrwała jej ten telefon, mimo to dostrzegłem zdjęcie. Akemi przytulała się do kogoś. Nie do mnie.
Czułem, jakby moje serce eksplodowało. Znajdowały się w nim wszystkie uczucia jakie żywiłem do Akemi, od miłości na potrzebie ochrony. Wszystkie zniknęły w ogromnym wybuchu emocji. Zacząłem krzyczeć. Dziewczyny nadal paplały, ale ich słowa nie docierały do mnie. W moim umyśle szalał pożar rozmaitych myśli.
Kim ja dla niej byłem? Chłopakiem do towarzystwa? Eksperymentem? Chciała sprawdzić ile ze mną wytrzyma?
Całkowicie zapadłem się w smutku, wybiegłem z pokoju. Ona biegła za mną. Usprawiedliwiała się. Nie chciałem jej słuchać. Nie chciałem jej widzieć. Smutek ustępował a na jego miejscu pojawił się… złość? Gniew? Zazdrość? Chyba to wszystko. Chciałem, żeby się ode mnie odsunęła. Nie obchodziło mnie to czy żałuje tego, że zniszczyła moje uczucia. Liczy się sam czyn. Zniszczyła je. Świadomie. Chciałem, żeby sama doświadczyła tego co ja. Doświadczyła straty osoby, którą się kocha. Nie wiedziałem, co dzieje się wokół mnie. Widziałem tylko ją, zapłakaną, przepraszającą, przytulającą się. Nawet taki widok nie poruszył mojego serca, które teraz regenerowało się do postaci zimnego czarnego kamienia. Byłem już tylko uosobionym gniewem, chęcią zadania ciosu, która przyjęła postać człowieka. Nie wiem jak i dlaczego, to na pewno cholerne przeznaczenie, sprawiło, że znajdowaliśmy się w kuchni, a obok mojej ręki stał stojak z nożami. Chwyciłem jeden z nich, wtedy nie zdając sobie w ogóle sprawy z tego co trzymam, zacząłem nim machać, wiedząc, że przedmiot, który trzymam sprawia jej ból, ból dużo łagodniejszy od tego, co ja doświadczałem. Pierwsze pociągnięcie smagnęło ją po policzku. Krzyknęła, a ja nie mogłem się już powstrzymać, widziałem tylko osobę, która doprowadziła mnie do takiego stanu, nie była już Akemi, kobietą, w której się zakochałem, z którą chciałem spędzić życie. Była czymś, co musiałem zniszczyć. Dlatego machałem dalej, ręka przyklejona była do rączki noża, nóż lśnił się od czerwieni, krzyk w mojej głowie, jej krzyk, był jednocześnie moim krzykiem, cierpiącym po stracie uczuć. Machałem i machałem, aż w końcu dotarło do mnie, że nic nie słyszę. Dotarło do mnie, że jestem w kuchni, sam, z pokrwawionym ubraniem, a przede mną leży ciało, tak zakrwawione, tak zmasakrowane na twarzy, że nie rozpoznawałem czyje to. Nic nie czułem, żadnego gniewu, żadnego bólu. Tylko strach.


20.02.2015 Tokio

Sala sądowa. Siedziałem na ławie oskarżonych, kajdanki blokowały moje ręce. Otaczało mnie dwóch policjantów. Wśród tłumu obecnego na sali słychać było pogwizdywania, krzyki, szepty. Wskazywali na mnie palcem i krzyczeli, że jestem mordercą. Rodzice Akemi, którzy byli na sali, zanim mnie na nią wprowadzili, wpadli w taką histerię, że policjanci musieli ich siłą wyprowadzić. Sędzia rozpoczął przesłuchiwanie mnie. Odpowiadałem tak samo jak na policji. Powiedziałem, że zabiłem Akemi ponieważ uznałem ją odpowiedzialną za śmierć moich uczuć. Powiedziałem, że mam własną definicję sprawiedliwości, która zakłada płaceniem bólem za ból. Nieważne jaki. Po mnie przesłuchano Makoto. Była świadkiem morderstwa, schowana w przedpokoju widziała wyraźnie scenę mordu. Opisała wszystko z własnej perspektywy. Powiedziała, że zachowywałem się jak wściekły potwór niszczący wszystko na swojej drodze. Ponieważ znana była z tego, że mówi prawdę, wiedziałem, że musiałem takim być. Przesłuchano także moich rodziców, nauczycieli, kolegów i koleżanki z klasy. Powiedzieli, że nie mieli ze mną żadnych kłopotów. Psycholog stwierdził, że jestem poczytalny. Niestety, ojciec Akemi był sędzią. Chociaż nie brał udziału w mojej sprawie, przekonał innych do najwyższej kary dla mnie. Skazano mnie na karę śmierci.


22.02.2015 Tokio

Wszystko już wiecie. Wiecie jak skończyło się życie Akemi. Gdyby nie zaprzyjaźniła się ze mną, żyłaby dalej. Gdyby nie zdradzała mnie, żyłaby dalej. Gdyby Makoto nie była gadułą, żyłaby dalej. Gdyby, gdyby. Życie nie polega na gdybaniu, ważne są tylko nasze czyny. Niektórzy ludzie prowadzą szczęśliwe życie, inni nie. Niektórzy są szczęśliwi w swojej miłości, niektórzy cierpią, niektórzy przez nią umierają. Akemi umarła z powodu miłości, mojej miłości do niej. Ona mnie nie kochała, można więc stwierdzić, że w jej przypadku, miłość przyniosła jej wyłącznie śmierć. Urodziłem się, wyłącznie po to, by się w niej zakochać i ją zabić. Nie dokonam już żadnego czynu, do czasu wykonania wyroku będę siedział w celi. Opowiedziałem wam moją historię, aby was ustrzec przed zabawą czyimiś uczuciami. I uzmysłowić was, że miłość prócz szczęścia może przynieść także ból.

Dess
Helper
 
Posty: 618
Dołączył(a): 29 lip 2013, 20:36

Re: Opowiadania konkursowe - Walentynki/Biały Dzień.

Postprzez Dess » 1 mar 2015, 00:38

Praca numer 4 - Endymion.

Sophia obudziła się otwierając niechętnie oczy. Lekki globus kołatał myśli. Leżała w miękkiej, białej pościeli w eleganckim apartamencie. Przez głowę przewijały się myśli „Jak ja się tu znalazłam i co tu robię”. Na szafce nocnej leżał liścik na kredowym papierze „Spotkajmy się na Placu Bastylii o 10:00. Będę czekał z kwiatami”. Szybkie spojrzenie na zegarek przy łóżku. Dziewiąta rano ,data czternasty lutego, czyżby to zaproszenie od „Niego”. Ubrała się pośpiesznie w zastane ubrania i wyszła z pokoju. Ku jej zdumieniu znalazła się w hotelu. Nie zważała na to czemu się tu znalazła i jaki niewyjaśniony sposób i niejasnym celu przebywała w nim. W Halu recepcjonista spytał się czy potrzebna jej pomoc lecz ona jedynie uśmiechnęła się do niego i szybkim krokiem wydostała się na ulice. Na chodnikach było tłoczno .Zbieranina bezimiennych ,przypadkowych, anonimowych przechodniów i klejących się ostentacyjnie do siebie par. Można by pomyśleć ,że sylwetki tworzące pary pałają do siebie jakimiś uczuciami ,jednak nie zmieniało to faktu ,że za niedługi czas rozdzielą się i dołączą do bezpłciowej masy. Ci wszyscy ludzie składali się na tłum stanowiący mieszkańców Paryża. Nie byli oni jednak celem Shopie ,jak najszybciej chciała dostać się do wyznaczonego miejsca. Nie zważała na innych ,parła dalej przez gąszcz przechodniów stanowiących jedynie przeszkodę. Docierając na plac zauważyła znajomą sylwetkę . Wysoki mężczyzna w płaszczu stał tyłem do niej trzymając w ręku bukiet kwiatów. Chciała go zawołać , podbiec do niego . . . Uderzenie

Została obudzona ponownie przez ból głowy w luksusowym Apartamencie. Zegarek wskazywał tą samą godzinę i datę. Całe otoczenie wyglądało niemalże identycznie jak poprzednio. Na stoliku znowu leżał liścik informujący o spotkaniu lecz tym razem miejsce spotkanie było wyznaczone na Plac Trafalgarski . Sophia w oszołomieniu pytała siebie – czy to żart ,co to za komedia!? Zjeżdżając windą na parter i przechodząc przez hal hotelu spytała recepcjonistki o dzień – 14 lutego proszę Pani – usłyszała w odpowiedzi. Głowiąc się nad tym ,niewiele myśląc wyszła na ulice. Powietrze było chłodne i pełne wilgoci. Sophie otoczyły okna wystawowe sklepów mające kusić przedmiotami dostępnymi w nich. Większość była niestety chałturą sprowadzoną specjalnie na Walentynki. Pełno było zatem serc najróżniejszych wielkości ,czerwonych i różowych materii i perkali, piór ,szkła lecz najwięcej ze wszystkich plastyku. Wszystko co miało służyć upiększeniu i uwzniośleniu ceremonii wyznania miłości. Prawdziwe przywiązanie nie miało tu jednak większego znaczenie. Każdy chciał zarobić na tej szopce zwanej świętem zakochanych. Przechodziła obojętnie obok witryn które mimo swojej mocy nie potrafiły zwrócić jej uwagi ani zainteresować na tyle by zatrzymała się. Bezwiednie szła dalej zastanawiając się nad sytuacją w której się znalazła. Sama nawet nie zauważyła gdy dotarła na miejsce. Plac Trafalgarski jak zwykle był zapełniony ludźmi wszelkiej maści. Podchodząc pod kolumnę Nelsona zobaczyła Go. Stał tak jak wcześniej w płaszczu i kwiatami . Tym razem twarzą do niej. Podeszła bliżej już go wołała . . . Szarpnięcie.

Znowu ból głowy i Apartament. „Co tu się do cholery dzieje?” – krzyknęła Sophie ,lecz w pustym pomieszczeniu nikt nie odpowiedział na pytanie. Ze złości rozbiła Radio budzik z datą czternastego lutego. List wyznaczał miejsce spotkania na Centrum tenisowe w Central parku. Zabawmy się tym razem - powiedziała do siebie z nutą szaleństwa w głosie. Zeszła na
parter hotelu i przechodząc przez restaurację przystanęła przy stole ze sztućcami z którego ukradła nóż.
- Życzy Pani sobie coś podać – zaczepił ją kelner przechodząc obok.
- Może później – odpowiedziała zdobywając się na odrobinę kurtuazji i opuszczając szybkim krokiem salę restauracyjną i hotel za razem. Na ulicy została przytłoczona przez wysokościowce. Olbrzymie gmachy sięgające nieba i pokazujące potęgę człowieka. „A więc tak wygląda świat który sobie tworzymy” –myślała. Sztuczne środowisko w którym zewsząd jesteśmy przez coś ograniczani i gdzieś się zamykamy z potrzeby poczucia bezpieczeństwa. Całe miasto podzielone w jednakowe kwartały nie różniące się niczym od siebie. Są użyteczne i proste w budowie ,każda ulica ponumerowana . Wszystko jest jasne i praktyczne.
Nawet kawałek dziczy w tym cudzie człowieczej architektury jest przemyślany i uporządkowany. Prostokąt lasy który łatwo wpasować w istniejące miasto z dokładnie zaplanowanym układem drzew dla uwydatnienia ich piękna. Nie można niczego zostawić przypadkowi powodującemu straty. Przedostawszy się przez idealny układ ulic Sophia dotarła przed budynek centrum tenisowego. Stał dokładnie na środku ścieżki przy stawie. Ta scena jest nazbyt nierealna. Zmierzała w Jego stronę raźnym krokiem. Nóż z rękawa, poprawienie chwytu i pojawiły się pytania. Co ja tutaj właściwie robię ,co się dzieje ,do czego to prowadzi? Dlaczego? To samo pytanie zadały oczy w stronę których było skierowane stalowe ostrze.

Ostry dźwięk budzika obudził Sophie. Jedyne co było pewne to potworny ból głowy. Z trudem otworzyła oczy i wyłączyła alarm. Obojętnie wstała i rozejrzała się dookoła. Znajdowała się w tanim pokoju w dość dużym nieładzie. Nareszcie jakieś znane środowisko pomyślała. Lekko chwiejnym krokiem podążyła do łazienki. Tam przemyła twarz i przeglądając się w lustrze zauważyła zatkniętą zeszytową kartkę z przypomnieniem „O 12:00 pójść do Kapitanatu portu Oarai”. Przeszyło Ją nagły przypływ świadomości – na śmierć zapomniałam – Pobiegła do poprzedniego pokoju i wśród śmieci walających się na stole odnalazła telefon. Sobota 14 Marca 2015 ,godzina 11:57 – czyli poprawnie. JESTEM SPÓŹNIONA ! Błyskawicznie ubrała się ,zebrała wszystkie potrzebne przedmioty. Gdzie to jest ?– małe pudełko opakowane w kolorowy ozdobny papier – Gdzie ono jest?! Szafka przy drzwiach. Chwyciła pakunek i wyleciała przed hotel. Zamówił stojącą nieopodal taksówkę.
Mknęła już spokojnie wieziona przez starszego szofera. Za oknem przewijali się ludzie podążający za swoimi sprawunkami. W oddali już ją widać ,wysoką szklaną wieżę kapitanatu portu miasta Oarai. Wyraźnie odcina się na tle nieba i jednocześnie wskazuje miejsce spotkania. Zapłaciła kierowcy i ruszyła do miejsca spotkania. U podnóża lśniącego budynku siedział na ławce lekko znużony mężczyzna. Gdy ją zauważył wstał i czekał aż podejdzie.
Ona tymczasem podeszła ostrożnie i podała mu nieśmiało podarunek.
- To dla mnie? – Proste pytanie wywołało u Sophie wspomnienie wieczornych wydarzeń i jednocześnie łzy szczęścia, z powodu poczucia kontaktu z realną osobą.
- Co się stało – Zapytał roztrzęsioną kobietę.
- Nic. Po prostu nie chcę już nigdzie wyjeżdżać. Chcę zostać w jednym miejscu razem. – Wyłkała.
-Możesz być spokojna. Nigdzie nie zamierzam wyjeżdżać bez ciebie. Usiądziemy?
–Powiedział sadzając ją na ławce. Siedzieli tak w ciszy, którą przerwała kobieta .
-Śniłam i nie mogłam się obudzić. Ile razy bym się nie budziła zawsze byłam we śnie.
- Czasami wszystko wydaje się tylko snem - Pocieszał Mężczyzna.

Dess
Helper
 
Posty: 618
Dołączył(a): 29 lip 2013, 20:36

Re: Opowiadania konkursowe - Walentynki/Biały Dzień.

Postprzez Dess » 1 mar 2015, 00:38

Praca numer 5 - Akito.

"Krótka historia o szczęściu"
Czy ktokolwiek zastanawiał się kiedyś nad definicją szczęścia?

Szczęście według mnie, to zbiór krótkotrwałych zdarzeń i momentów, które po danym okresie czasu najzwyczajniej się kończą, bądź wygasają. Ludzie często nazywają się szczęśliwymi, ponieważ kupili nowy dom, telewizor lub też zapadli w niezrozumiałe dla mnie uczucie miłości.
Jakże to jest żałosne.. jedyne, co przez to osiągają, to kłamstwo. Okłamują samych siebie, by polepszyć swój humor, co trwa jedynie chwilę. Nachodzi w końcu moment znudzenia nowymi zabawkami i przyzwyczajenia się do nich, co równa się końcu szczęścia w ich nędznym życiu.

To samo tyczy się tegoż jakże głupiego i cudacznego uczucia miłości.

Jeśli mnie spytacie, to nigdy w nią nie zapadłem, a nawet nie miałem zamiaru. Uważam ją za rodzaj najgorszego pocieszenia i wkroczenia w fazę „szczęścia” sposobu, ale nie jestem pewien, czy mnie zrozumiecie..

Lecz, gdzie moje maniery?

Nazywam się Hisoka Kurasawa, a oto moja historia..

13 lutego (Przeszłość)

- Był to dla mnie zwykły dzień. Dzień, w którym leżałem na łóżku i rozmyślałem. Ta czynność to chyba moje ulubione zajęcie przez całe życie – z resztą, nie miałem nic innego do roboty. Nie posiadałem znajomych (w woli ścisłości, tak naprawdę, to nawet ich nie potrzebowałem. Lubiłem być odizolowany od innych, jedyne, co wnosili różni ludzie do mojego życia, to irytacja i za każdym razem dawali mi, to nowe powody, by nie zawiązywać z nimi kontaktów). Jedynym wyjątkiem była pewna dziewczyna, która aż natarczywie lubowała mnie często nachodzić. Jej imię to Natsume, ale o niej później.

Dany dzień posiadał w sobie jednak pewne rzeczy, które mnie zadowalały i wprowadzały w stan nieopisanego spokoju i wewnętrznej ekstazy. Chodzi o odczuwalną czarną melancholię i kropiący deszcz za oknem.

Może uznacie mnie za dziwną personę, nie będę was za to obwiniał, ani się dziwił, gdyż jestem świadom o wzbudzającej aurze różnego rodzaju pozytywnej oraz (co jest częstszym zjawiskiem) negatywnej kontrowersji wokół siebie. No cóż, taki już jestem.

Kiedy już całkowicie zanurzyłem się w swoim umyśle i autorefleksjach, do mojego pokoju weszła matka ( chorowita i nieemanująca żadnymi uczuciami kobieta, co paradoksalnie było jedyną cechą, która nas łączyła). Nie była jednak taka zawsze. Dawniej, przed śmiercią mojego ojca, okazywała ciepło i nazywała się kobietą szczęśliwą ( co oczywiście było stekiem bzdur ). Starała się kochać mojego ojca jak tylko umiała, gloryfikowała go nader wszystko i wybaczała , że od czasu do czasu ją „źle traktował” , to chyba najłagodniejsze słowo, jakie mogę użyć w tej sytuacji. Mojego ojca nie można było nazwać osobą dobrą, bądź wartą poświęceń, które znosiła moja matka. Przychodził pijany do domu, zabierał jej ostatnie pieniądze potrzebne na życie, nie okazywał szacunku (o rutynowym biciu jej, chyba już nawet nie muszę wspominać) i co najważniejsze zdradzał ją bardzo często. Jakże łatwo przychodzi w naturze ludzkiej bawienie się i zmienianie uczuć, prawda?

Pomimo tych wszystkich okrucieństw i wad matka stała za nim murem. Tłumaczyła, że to miłość ich połączyła i dzięki niej będą szczęśliwi. Więc jeśli tym właśnie jest miłość, to odważnie stwierdzę, iż jest ona najokrutniejszą rzeczą jaka mogła spotkać człowieka.

Gdy pewnego wieczoru, kilku nieznajomych nam ludzi przyszło nas poinformować, że ojciec został znaleziony martwy na ziemi, a prawdopodobną przyczyną było upicie się na śmierć (no cóż, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie, czyż nie? Koniec końców, najlepszy przyjaciel mojego ojca który nazywał się alkohol, wbił mu sztylet w plecy i go zabił). Matka po usłyszeniu tych wiadomości załamała się i coś w niej pękło..

Nie umiałem zrozumieć jej reakcji. Jeśli chcecie wiedzieć, to mnie dana nowina o jego śmierci w żadnym stopniu nie wzruszyła, wręcz przeciwnie -Ucieszyła mnie.

Jednak wracając do wieczoru..

Matka weszła do mojego pokoju i bez żadnego słowa wypowiedzianego z jej ust, wręczyła mi list.

List ten pochodził od Ichiro, osoby z którą chodziłem kiedyś do szkoły. Wyprowadził się już 2 lata temu i najwyraźniej z potrzeby sumienia wysłał tę oto wiadomość, do każdej jednostki z naszej byłej klasy, aby poinformować o tym, jak mu się powodzi i że bardzo za nami tęskni. Cóż za troskliwy z niego człowiek. Wysłał go nawet mi - osobie, która nie odezwała się ani jednym słowem do niego i raczyła go jedynie pogardliwym spojrzeniem przez wszystkie te lata. Musze przyznać, że akt wysłania tego listu do mnie, był tak absurdalny, że aż mnie rozbawił..

Po daniu mi listu, matka wyszła tak samo milcząc, jak przy samym wejściu.
Dzień był już blisko etapu zakończenia w pozytywnym nastroju (jakże naiwnym byłem, doprowadzając siebie jednak do tej myśli). Szybko wszystko zostało zaburzone przez nagły stukot moich drzwi. Okazało się, że będę miał kolejnego gościa..

Tym oto gościem była właśnie Natsume – długowłosa, średniego wzrostu brunetka o chudej talii i połyskujących oczach. Córka przyjaciółki mojej mamy - kwiaciarki, która prowadziła interes niedaleko naszego domu. Natsume cechowały: uporczywość, bezkonfliktowość, pełen optymizm, troskliwość, czułość i czasami przesadna ufność. W skrócie była osobą o 180 stopni, przeciwną do mnie.

Poznałem ją przez przypadek, kiedy mama mnie poprosiła, żebym to pomógł właśnie pewnej kwiaciarce w przeniesieniu paru skrzyń do jej sklepu. Zauważyłem ją, kiedy to stała za kasą przez ten czas i starała się zastępować jej matkę w roli sprzedawczyni. Przez cały mój pobyt tam, strasznie dziwnie się we mnie wpatrywała, a po zakończeniu mojej pracy pobiegła za mną, by się przedstawić.

Od tamtej właśnie chwili, można powiedzieć, że jestem wręcz nachodzony przez nią. Przychodzi do mnie codziennie, by porozmawiać, chociaż ja nie za bardzo odwzajemniam ten pomysł i często odpowiadam jej jedynie lakonicznie, bądź wcale. Ona jednak nigdy się nie zniechęca i wciąż dąży do tego, by nawiązać ze mną lepszy kontakt.

Dziwna z niej osoba.

Tamtego wieczoru także przyszła mnie odwiedzić i porozmawiać. Pytała mnie o zdrowie, samopoczucie, a nawet przyniosła własnej roboty kulki ryżowe jako zagryzkę do naszego dialogu. Nie była u mnie długo przez fakt, późnej już godziny. Jednak na sam koniec zaczęła wplatać jeszcze kilka haseł, takich jak „miłość”, „związek” i innego typu głupoty, które nie były mile widziane w moim słowniku. Na dodatek samą wizytę skończyła u mnie słowami:

„Jutro są walentynki, czyż nie? Miło być zakochanym”
I wyszła w pośpiechu.

14 lutego – dzień walentynek ( przeszłość )

- Walentynki zawsze były kolejnym zdarzeniem, które mnie irytuje. Zatłoczone ulice przez zakochanych, sklepy ozdobione w serce, a w powietrzu jedyne co można wyczuć, to przesadną słodycz czekoladek i innej maści słodkości, które każdy ze sobą niesie. Za dużo tego jak na jeden dzień. Postanowiłem odizolować się od tego. Zamknąłem się w swoim pokoju, zasłoniłem rolety - wszedłem w stan niczym śpiączkowy.

Zostałem jednak z niego po kilku godzinach obudzony, przez natarczywe pukanie do moich drzwi. Podszedłem do nich i je otworzyłem. Ku moim oczom ukazała się Natsume, cała przemoknięta przez padający za oknem deszcz (ulewa musiała się pewnie zacząć, gdy spałem). Stała przez chwilę nieruchomo i wpatrywała się we mnie jak w obrazek.

Gdy zaproponowałem jej by weszła, ona nagle wyciągnęła za pleców czekoladki i trzęsąc się wręczyła mi je bez słowa.

Zakłopotany i zdziwiony całą zaistniałą sytuacją, chciałem jej podziękować za to, gdy nagle weszła mi w słowo i powiedziała, że nie jest tu bez powodu. Jąkając się mówiła, że to wszystko zaczęło się dziać, gdy po raz pierwszy zjawiłem się w sklepie, że od tego czasu ona..

Kocha mnie.

To, co usłyszałem jako kolejne zdanie wypowiedziane przez nią zamurowało mnie i uważałem, że się przesłyszałem.

Ale ona naprawdę to zrobiła, ona.. wyznała mi miłość. Z początku uważałem, że nie jest świadoma swoich czynów, spytałem się, czy przypadkiem nie ma gorączki i czy aby nie żartuje. Lecz, gdy spojrzałem na jej twarz.. ona miała łzy w oczach – mówiła to w stu procentach na poważnie.

Możecie mnie nazwać zimnym draniem ale co może niektórych zdziwić, odrzuciłem jej uczucie – uważałem, że tak będzie lepiej. Miłość jest przecież czymś raniącym, zakłamanym, obrzydliwym.. mam rację?

Nawet nie miałem odwagi spojrzeć na jej twarz, po mojej dezaprobacie w stosunku do jej uczuć. Patrzyłem się jak dureń w podłogę, jedyne ,co wtedy słyszałem, to jej lekki skowyt i siorbanie nosem. Po chwili wyszła zamykając delikatnie za sobą drzwi.

Zaczęło mi się po tym zajściu kręcić w głowie, ale uważałem, że to nic poważnego. Postarałem się wcześniej położyć spać, aby mi przeszło. Jednak coś wewnątrz mnie podpowiadało mi, iż to nie będzie przyjemna noc…

15 lutego – ( teraźniejszość )

Obudziłem się dość późno, bo około godziny 13:20, a zawroty głowy dalej mnie nie opuszczały.

Coś mnie zmusiło do ubrania się i wybiegnięcia z domu – szukałem kogoś, tylko byłem w takim otępieniu, że nie wiedziałem, o co mi chodzi – kogo ja szukam? Czego tak naprawdę pragnę? Do czego dążę?

Czyżby odpowiedź na moje pytania była tak prosta i bliska, tylko ja sam nie chce jej do siebie dopuścić? Czy ja chcę na nie odpowiedzieć?

Nagle mnie olśniło – jestem głupcem.. potwornym głupcem.

Pobiegłem wprost pod dom Natsume i krzyknąłem do jej okna. Krzyczałem ze wszystkich sił, aby tylko zeszła, abym mógł ją zobaczyć i porozmawiać, abym mógł ją przeprosić.

Kiedy wybiegła do mnie, ruszyłem w jej stronę i objąłem w ramiona.

-Przepraszam Cię Natsume, naprawdę Cię przepraszam. Dopiero teraz to do mnie dociera. Chcę Ci powiedzieć, że pomimo wszystko chcę dać szansę miłości. Ten jeden raz. Przyznaje się, że jestem głupcem i ślepcem, który nie umiał dostrzec, jaką jesteś dla mnie ważną osobą. – powiedział w przypływie emocji Hisoka.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie to cieszy – odpowiedziała mu

- Więc 15 lutego jest dla nas dniem miłości – dodał bohater.

Niech to będą nasze prywatne walentynki Hisoki – powiedziała z uśmiechem i lekkimi łzami w oczach Natsume.

Tak, niech będą naszym prywatnym szczęściem – oznajmił.

(-Przyszłość-)

Chcecie wiedzieć, jak dalej potoczyła się historia naszych bohaterów?

Byli ze sobą dobre kilka lat, budowali coraz to lepsze relację i szanowali siebie nawzajem.

Jeśli chodzi o samego Hisoke, to też zmienił zdanie o miłości i dał jej wreszcie szansę na pokazanie prawdziwej mocy.

Po 5 latach wzięli ze sobą ślub – był skromny, liczbę gości też można było policzyć na palcach jednej ręki, lecz im to nie przeszkadzało. Mieli siebie.

Cała ta opowieść nie dotyczy niesamowitych ludzi o nadzwyczajnych zdolnościach. Lecz opowiada o historii dwójki przeciętnych osób, które z odmiennym spojrzeniem na samą kwestię „uczuć” i „miłości” łączą się w parę i starają żyć w szczęściu.

Niestety koniec nie jest w pełni zadowalający, gdyż po 2 latach od ślubu Natsume ciężko zachorowała i zmarła. Jednak Hisoka już na zawsze będzie wierzył w miłość i odmieni swoje życie.

Koniec.

Dess
Helper
 
Posty: 618
Dołączył(a): 29 lip 2013, 20:36


Powrót do Konkursy

cron